RELACJE













RELACJE

Między Andami a Brzegiem Oceanu

33 27' S - 70 40' W - Santiago de Chile - stolica najbardziej wysokiego i szczupłego państwa na mapie świata - przywitało nas wspaniałą, letnią, typowo lutową pogodą. Gdyby nie smagłość twarzy i czerń włosów tubylczej ludności czulibyśmy się w tym mieście jak w którejś z europejskich metropolii: w scenerii podobnych ulic można tu szybkowarzyć się na słońcu w znajomych modelach aut, podtruwać się w McDonaldsach, Kentacky Frite Chikenach, czy Burger Kingach, przy tej okazji plamić ketchupem znajomego fasonu odzież, a plamy spierać znajomym odplamiaczem zakupionym w znajomej sieci supermercados. No cóż, zanikanie odrębności w całym cywilizowanym świecie jest zjawiskiem znanym, trudno jednak nie czuć rozczarowania skromną dawką, czy wręcz brakiem egzotyki, której się przecież na antypodach łaknie.

Podróż do Chile nie była pierwszą daleką wyprawą duetu Kris & Yarema Duo. Koncertowaliśmy już poza Europą wielokrotnie - w Egipcie, Indonezji, Malezji, Singapurze, Tajlandii. Chilijskie tournée miało jednak jeden zupełnie nowy aspekt - z repertuarem, którego trzon stanowi muzyka latynoamerykańska przybyliśmy do tzw. jaskini lwa. Nierzadko słyszy się opinię, że muzykę latynoską Latynosi posiadają niejako na wyłączność, od dzieciństwa wzrastają w jej aurze, nasiąkają jej żywiołowością i rytmiką, stanowi ona część ich życia, jest budulcem ich mentalności, obyczajowości, temperamentu. Mowa tu naturalnie o inspirowanej folklorem muzyce popularnej. Zimnokrwisty Europejczyk z północy kontynentu może oczywiście opanować materiał dźwiękowy utworów o tej stylistyce, ale w sferze wyrazu osiągnie najwyżej nów, nigdy pełnię. Naszą misją było obalenie tego stereotypu.

Zagraliśmy trzy koncerty ważne i dwa ważne inaczej. Oba występy z tej drugiej kategorii miały miejsce w Santiago. Pierwszy - na prywatnym przyjęciu dla nielicznej, acz wielce nobliwej polonii chilijskiej, drugi - na terenie Ambasady RP dla jej pracowników i współpracowników. Były to koncerty o charakterze towarzyskim, gdzie muzyka przeplatała się z gawędą, a zarówno słuchacze, jak i... wykonawcy nie zaniedbywali bliskich stosunków ze swoimi szklaneczkami, kieliszkami i talerzykami, sukcesywnie napełnianymi przez gospodarzy strawą i napitkiem.

Głównym celem przyjazdu do Chile był udział w festiwalu muzycznym Semanas Musicales w miejscowości Frutillar, w południowej części kraju. Jest to impreza o wieloletniej już tradycji i wysokim prestiżu, jeden z najpoważniejszych festiwali muzycznych w Ameryce Łacińskiej. Tegoroczny program Tygodni Muzycznych obejmował występy orkiestr, chórów, zespołów kameralnych i solistów z wielu krajów Ameryki i Europy. W ramach festiwalu wystąpiliśmy dwukrotnie - w samym Frutillar, w doskonałym akustycznie wnętrzu miejscowego kościółka, oraz w dużym mieście portowym Puerto Montt, w sali tamtejszego uniwersytetu. Preludium do każdego z tych koncertów był krótki ćwierćrecital mało znanego chilijskiego gitarzysty polskiego pochodzenia Enrique Kaliskiego. Jego na wpół amatorska gra, wprawdzie dość biegła, ale bałaganiarska, stanowiła wymarzone tło dla pokazania naszych atutów: dobrego dźwięku, precyzji, zespołowego zgrania. Tubylcy okazali się usposobieni przyjaźnie - wielokrotnie bisowaliśmy, a autografom, gratulacjom i wspólnym zdjęciom nie było końca. Również prasowe recenzje chilijskich krytyków były bardzo pochlebne. A zatem: sukces!

Moim zdaniem publiczność latynoska doceniała w naszej grze dokładność i klarowność - cechy, których często brakuje wyluzowanym rodzimym "desperados", i choć ekspresją pewnie nie umieliśmy im dorównać, instrumentalna rzetelność rekompensowała w oczach chilijskiego odbiorcy chłód interpretacji.

Nadmorski kurort Vina del Mar był gospodarzem trzeciego koncertu z kategorii ważnych. Zorganizowano go w imponującej rozmiarami sali Teatro Municipal w centrum miasta. Miłym dla nas zaskoczeniem była wysoka frekwencja świadcząca o dobrej reklamie, ale i o autentycznym zainteresowaniu melomanów naszym występem - sala na blisko tysiąc miejsc była pełna! Scenariusz wieczoru był ten sam, co zwykle: zagraliśmy, zabisowaliśmy, odebraliśmy gratulacje, kilka zdjęć, wymiana adresów, nazajutrz miła recenzja w gazecie.

Koncerty duetu Kris & Yarema Duo podobały się Chilijczykom. Satysfakcja tym większa, że był to nasz debiut na kontynencie południowoamerykańskim, gdzie gitara jest uznawana powszechnie za instrument narodowy. Dobrze zdaliśmy egzamin wstępny - mamy nadzieję, że nasza latynoska przygoda doczeka się kontynuacji.

Na zakończenie pragnę w imieniu Krzysztofa Pełecha i moim złożyć serdeczne podziękowania na ręce Pana Radcy Lecha Miodka z Ambasady RP w Santiago de Chile, który był współorganizatorem i koordynatorem koncertów. Bez jego zaangażowania, profesjonalizmu i wytrwałości nasze tournée nie mogłoby się odbyć.

Jarema Klich



gitara@post.pl - Krzysztof Pelech.
webmaster © Ryszard Zarowski.