RELACJE













RELACJE

Wspomnienia z Heinsberga czyli okiem jurora.

Mniej lub bardziej kochani przyjaciele gitary!

Miałem niewątpliwie "atrakcyjną" przyjemność śledzenia przebiegu pierwszej edycji Międzynarodowego Festiwalu i Konkursu Gitarowego w Heinsbergu. Pomysłodawcą i szefem artystycznym imprezy jest Roman Viazowski, który postanowił zapuścić korzenie w tej małej, dziesięciotysięcznej sympatycznej mieścinie. Uczy z powodzeniem w tutejszej szkole muzycznej i udało mu się namówić dyrektora placówki, Theo Kringsa na wspólne zorganizowanie festiwalu o wysokiej randze i dużym, międzynarodowym zasięgu. Najważniejszą częścią imprezy, obok koncertów ( Carlo Marchione, Zoran Dukic, Thomas Muller - Pering, Roman Viazowski) był oczywiście konkurs składający się z czterech etapów. Pierwszy odsiew nastąpił po przesłuchaniu 147 nagrań gitarzystów 42 krajów. Magnesem przyciągającym tak dużą ilość uczestników był zapewne dowolny program a także darmowy pobyt, wysokie nagrody i niewielkie wpisowe. Heinsberg - jury

Zaproszenia do Heinsberga otrzymało 87 gitarzystów z całego Świata, ostatecznie pojawiło się 67. Polskę reprezentowali Roch Modrzejewski z Krakowa i Dominik Mas z Wrocławia. Pośród faworytów znalazło się kilku bywalców dużych festiwali i zwycięzców innych uznanych konkursów (m.in. Juuso Nieminen, Artyom Devroed, Jan Skryhan, Sergey Uryupin, Stan Zamfirescu czy Aleksey Vianna). Poziom konkursu był naprawdę wysoki i strach pomyśleć co by się działo, gdyby dojechali zagubieni w ostatniej chwili Jose Antonio Escobar z Chile, Pablo Garibay z Meksyku i Goran Krivokapic z Serbii...

Mimo absolutnej swobody repertuarowej powtarzały się natrętnie, ograne już mocno w świecie kompozycje gitarowe: Sonata - Jose 14 razy, Tres Piecas Espanolas - Rodrigo 11 razy, Wielka Uwertura Giulianiego - 10 razy, Sonata Ginastery 10 razy, Sonata III Ponce'a - 9 razy, Hika Brouwera - 8 razy. Królował oczywiście Bach - bo to przecież obok dwóch pozostałych władców, Mozarta i Beethovena niekwestionowany król muzyki ;-)

Do półfinału jury w składzie: Carlo Marchione - przewodniczący, Zoran Dukic, Peter Mueller - Pering, Tadashi Sasaki, Colin Cooper i Krzysztof Pełech dopuściło 18 osób. Przynajmniej niektórym finalistom, a było ich w sumie pięciu, udało się wspiąć tak wysoko tylko dlatego, że kilku faworytom powinęła się noga we wcześniejszych etapach i pospadali z hukiem na dół. Kolejny jest to dowód na to, że jesteśmy ludźmi a nie robotami i każdy może mieć swój słabszy dzień ( cóż za głęboka, odkrywcza myśl ;-)) a konkurs to zawody, a zawody to przecież pozbawiona sentymentów, bezduszna, sportowa rywalizacja. Roman Viazowski Juuso Nieminen Theo Krings

Od samego początku pewniakiem był Juuso Nieminen. Ten czerwono-włosy Fin jest typowym przykładem konkursowego konia wyścigowego, którego nie jest w stanie wytrącić z równowagi 400 - osobowy, pokaszlujący i pochrząkujący tłum. Nie psuje mu dźwięku panujący na sali zaduch i upał, który tak skutecznie wytłumił gitary pozostałym czterem finalistom ( Lucas Cesar de Oliveira Imbiriba - Brazylia, Johannes Moller - Szwecja, Agnes Condamin - Francja, Carlos Martinez - Meksyk). Nie powiem - przepięknie, ale znakomicie Nieminen wykonał III Sonatę - Ponce'a i z dużą klasą i wyczuciem Nocturnal Brittena. Potężne, soczyste brzmienie, nieskazitelna technika i lekkość rzeźbionych przez Nieminena pasaży była imponująca i naładowała wszystkich obecnych na sali pozytywną energią. Oprócz 4000 Euro, gitary koncertowej Kohno, kilku obiecanych koncertów nasz bohater i zwycięzca otrzymał nagrodę publiczności - 500 Euro. Czyli całkiem nieźle się obłowił.

Musze napisać kilka słów o koncercie w wykonaniu samego szefa festiwalu - Romana Viazowskiego. Osiągnął coś, co udaje się niewielu - niemal absolutną harmonię między emocjami ( wierzcie mi, że w tym koncercie ich nie brakowało) a panowaniem nad technicznymi trudnościami takich kawałków jak Sonata Giocosa czy Introdukcja i Vivace Koshkina. Znakomicie radził sobie z budowaniem niesamowitego napięcia i przykuwał uwagę każdą wydobywaną z gitary nutą. Dla mnie re-we-la-cja !

Gratulacje i wielkie uznanie należą się organizatorom, którym udało się już za pierwszym razem zorganizować imprezę, która cieszyła się tak dużym zainteresowaniem publiczności (pięciu koncertów festiwalu wysłuchało ok. 2000 osób). Nie można pominąć zaangażowania władz miasta, które finansowo wsparły festiwal i wpisały imprezę w kalendarz obchodów 750 - lecia istnienia Heinsberga. Doskonała, perfekcyjna organizacja, urocze, spokojne miasteczko, doborowe towarzystwo i smakowite, niemieckie piwo... nic, tylko jurorować ;-)) Do zobaczenia w roku 2007 !!!

Na zakończenie kilka spostrzeżeń:

- coraz lepsze, głośniejsze chociaż nie zawsze brzmieniowo szlachetniejsze instrumenty.

- generalnie lepsza jakość wydobywanego z gitary dźwięku. Mniej zawodników drapiących ordynarnie chropowatymi pazurami po strunach (chociaż wciąż zdarzają się rzeźnicy).

- Współcześni, młodzi odtwórcy muzyki gitarowej grają coraz szybciej i czyściej. Niestety bardzo często nie idzie to w parze z tzw. muzykalnością, umiejętnym budowaniem frazy czy zagraniem melodii po prostu legato. Często "Lira jest strzaskana" - jak powiadała moja babcia - i pianiści lub skrzypkowie słuchający oryginalnych pomysłów interpretacyjnych gitarzystów z łatwością mogliby dostać skrętu kiszek.

Chciałbym także zwrócić uwagę wszystkim, którzy praktykują mało estetyczny zwyczaj zbierania opuszkami palców prawej ręki łoju z nosa, czoła i okolic, i dodatkowo, niby od niechcenia muskania nogawki spodni celem pozbycia się nadmiaru tłuszczu, na możliwość korzystania z niewielkiej ilości wazeliny. Można ją ukryć w intymnych zagłębieniach instrumentu. Specyfik do dostania w drogeriach, sklepach z chemią i sex-shopach.

Krzysztof Pełech



gitara@post.pl - Krzysztof Pelech.
webmaster © Ryszard Zarowski.