RELACJE













RELACJE

Wrocław, 08.01.1999

Raport z Białorusi

czyli jak Krzysztof i Jarema na Białoruś grać powędrowali

Rozterki

Zamiar wyjazdu na Białoruś wywołał w naszym otoczeniu reakcje pełne sceptycyzmu i niechęci. Powszechnie kwestionowano nasz zdrowy rozsądek i wytykano brak instynktu samozachowawczego. Popularny był też podziw dla rzekomego heroizmu, z jakim gotowi byliśmy reprezentować polską gitarę. Na twarzach najbliższych malował się niepokój przywodzący na myśl wizję wojennych pożegnań.
Żadnego z nas nie dziwiły te dramatyczne postawy - kreowany przez media wizerunek Białorusi jako cywilizacyjnego marudera, skansenu czasów stalinowskich był nam znany. Tym bardziej zaproszenie w tą niepewną rzeczywistość stało się dla nas wyzwaniem i pokusą - trzeba by być do reszty zgnuśniałym mieszczuchem by tego wyzwania nie podjąć!
Tak więc uzbrojeni w kabanosy, gitary i czekolady wyruszyliśmy na podbój Wschodu.


Pierwszy kontakt
Do Mińska dotarliśmy po 20 godzinach jazdy koleją (odpowiednik 2 godzin zjeżdżania rowerem po schodach). Powitano nas serdecznie i ugoszczono swojsko: wódką i kiełbasą, co z miejsca przełamało lody i nadało konwersacji wartki przebieg. Podczas tego spotkania uświadomiliśmy sobie trzy zasadnicze cechy różniące statystycznego gitarzystę białoruskiego od polskiego: dużo ostrzejszy dźwięk, dużo większy kaliber kieliszka i spontaniczna umiejętność śpiewania na głosy.


Festiwal
Homel to około 300 - tysięczne miasto na południowym wschodzie Białorusi. Założone już w XII wieku miało wątpliwe szczęście zmieniać kilkakrotnie swą przynależność państwową ( Litwa, Polska, Rosja ). Statystyczny polski gitarzysta, którego znajomość historii architektury jest bliska zeru dostrzeże w Homlu szerokie ulice z trolejbusami, rozległy plac w centrum, kilka starych domów, zabytkowy park z obiektami muzealnymi i restaurację, w której mogłyby latać samoloty.
Renesans Gitary to trzydniowe święto gitarzystów nie tylko z całej Białorusi, ale także z Rosji, Serbii, Czech no i ostatnio również z Polski. Jego twórcą i dyrektorem jest Igor Szoszin - znany białoruski gitarzysta, kompozytor, animator życia muzycznego.
Koncerty festiwalowe odbywają się w dobrze utrzymanej, imponującej przepychem i elegancją sali teatru położonego w centrum miasta.
Trzeba przyznać, że w tym roku organizatorom nie zabrakło rozmachu, ale i słowiańskiej beztroski w doborze i ustalaniu chronologii poszczególnych prezentacji muzycznych. O dłużyzny było trudno. W mgnieniu oka solistę zastępował big-band, ten, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ustępował pola duetowi gitarowemu itd. Dla nas, przywykłych do nieco ostrożniejszej formuły festiwali polskich, czy zachodnioeuropejskich tak odważne zestawienia stylów i gatunków były szokiem. Jednak licznie zgromadzona i rozentuzjazmowana publiczność homelskiego teatru wyrażnie akceptowała to urozmaicenie. Niewątpliwą pomocą były tu zręczne, pełne humoru i wyważone w czasie zapowiedzi konferansjera - Olka Kopienkowa (także gitarzysty, organizatora festiwalu w Mińsku).
Spośród licznych wykonawców na szczególną uwagę zasługuje Jan Skrygan - młody i bardzo zdolny gitarzysta białoruski znany w Polsce jako zwycięzca ostatniego konkursu w Tychach, Uros Dojcinović z Serbii, a także Vladimir Ugolnik w duecie z Tatianą Kopienkową z Mińska.
Na krytyczną ocenę zasługuje burkliwy akustyk, który ani na chwilę nie oderwał swych ruchliwych palców od suwaków na konsolecie i z zapałem zwariowanego naukowca poddawał śmiałym eksperymentom brzmieniowym każdego artystę (zjawisko znane i popularne także w polskich salach koncertowych).
Wyrazy szczerego uznania należą się homelskiej publiczności. Wielka, wypełniona po brzegi sala ( 700 miejsc) aż kipiała entuzjazmem słuchaczy. Czuło się wolną od snobizmu, niekłamaną radość odbioru muzyki. W obliczu takiego audytorium każdy artysta, nawet zwykle uległy tremie introwertyk, wznosi się na wyżyny swych możliwości.
Nie jest szczytem elegancji, czy dobrego tonu wychwalanie własnych sukcesów. Jednak, kierowani wrodzoną prawdomównością, czujemy się w obowiązku wspomnieć, że nasz koncert na miano sukcesu w pełni zasłużył. By nie brzmiało to zbyt pysznie musimy przyznać, że sukces ten był dziełem wspólnym - naszym i homelskiej publiczności, której zawdzięczamy dobre samopoczucie i zapał do gry.


Refleksje końcowe
Dobra organizacja festiwalu, gościnni i towarzyscy gospodarze, sklepy pełne znakomitych piratów kompaktowych w cenie butelki piwa, piękne i eleganckie kobiety o otwartych spojrzeniach......

Z nadzieją rychłego powrotu w tamte strony

Krzysztof Pełech & Jarema Klich



gitara@post.pl - Krzysztof Pelech.
webmaster © Ryszard Zarowski.