|
Nie wtargnęła. Trudno.
Drugi koncert zorganizowano na wolnym powietrzu w eleganckiej, peryferyjnej dzielnicy Dżakarty - Lippo Karawaci. Niestety poprzedniego sukcesu nie udało się powtórzyć z powodu tropikalnej ulewy, która zdziesiątkowała publiczność zamieniając widownię w żeglowne jezioro. Pozostała jedynie garstka najbardziej hydroodpornych entuzjastów (być może poławiaczy pereł?) oraz oddział bohaterskich gitarzystów klasycznych pod wodzą miejscowego nauczyciela gitary - Benny'ego M.Tanto
.
Doskonała akustyka kameralnego wnętrza Muzeum Tekstylnego pozwoliła nam zagrać trzeci koncert wreszcie bez nagłośnienia. Przewaga naturalnego brzmienia gitary nad elektronicznie wzmocnionym (ale też zawsze w pewnym stopniu zniekształconym) nie podlega oczywiście dyskusji. Naturalny dźwięk łatwiej poddaje się obróbce w postaci zmian barwy i dynamiki, lepsza jest też kontrola nad jego estetyczną jakością. Ostatni koncert w Indonezji dał nam dzięki temu najwięcej radości z muzykowania, a i publiczność, wśród której nie brakowało osób wyczulonych na gitarowe niuanse w pełni doceniła nasze starania.
Można powiedzieć, że nasz pobyt w Indonezji upłynął pod znakiem telewizji. Zainteresowanie tego najsilniejszego z mediów było wręcz szokująco duże. Udzieliliśmy wywiadów trzem niezależnym stacjom telewizyjnym, zostaliśmy też zaproszeni (jako jedyni goście) do popularnego programu Talk Point emitowanego na żywo w godzinach największej oglądalności ! Program ten jest zwykle poświęcony problematyce społecznej i politycznej, a jego formuła zakłada telefoniczny udział w nim widzów. Jaka mogła być pierwsza myśl tych ostatnich, gdy w miejscu, gdzie zwykle zasiada jakiś obłudny minister, demagogiczny przedstawiciel opozycji lub arogancki działacz związkowy (mowa oczywiście o domniemanych realiach indonezyjskich) ujrzeli dwóch uśmiechniętych białasów z gitarami, grających temat z "Różowej Pantery"!? Po prostu: ZAMACH STANU!
Indonezja nie jest krajem wolnym od gospodarczych trudności i politycznych napięć. Podróżując głównymi arteriami stolicy widzi się wokół niebosiężne biurowce o fantazyjnej architekturze, eleganckie pasaże handlowe, fajerwerki świetlnych reklam - słowem: XXI wiek. Za tym optymistycznym parawanem kryje się jednak zgoła inna rzeczywistość - bezrobocie, bieda, zacofanie, przygnębiające slumsy. Krótko mówiąc: kraj kontrastów.
Lądowanie przebiegło bez komplikacji. Singapur - niewielka planeta położona u szczytu Półwyspu Indochińskiego - należy do najlepiej zagospodarowanych ciał niebieskich w konstelacji azjatyckiej. Emitowany przez nią blask sprawia, że wielu badaczy tej części kosmosu mylnie określa Singapur mianem supernowej. Jest to jednak w sensie geofizycznej struktury zwykła planeta, a ów blask generują miliony kineskopów, neonów, reflektorów, ulicznych lamp i innych źródeł sztucznego światła, które zwielokrotnione przez szklano-aluminiowe zwierciadła biurowców, metalizowane lakiery pojazdów i złote klamki tworzy iluminację godną dorodnej gwiazdy.
Singapurianie (czytelnik wybaczy tę poetykę z Lema rodem) wiodą życie bez zmartwień, uporządkowane i dostatnie. Ich narodową pasją jest KLIMATYZACJA ! Stwierdzenie, że w strefie okołorównikowej można się wyletnić wydaje się niedorzeczne. A jednak... Przekroczenie progu dowolnej singapurskiej budowli - czy to domu handlowego, czy urzędu, czy też muzeum, hotelu lub restauracji - wiąże się z doznaniem przypominającym kąpiel w górskim potoku podczas letnich upałów. Istna krioterapia !
Organizatorem naszych koncertów w Singapurze był Tomas Liauw - znany gitarzysta, właściciel eleganckiego sklepu z instrumentami i akcesoriami muzycznymi, twórca i dyrektor prestiżowego festiwalu muzyki gitarowej. Jego organizatorski profesjonalizm przejawił się m.in. w reklamie prasowej. Nasze występy zostały poprzedzone anonsami we wszystkich singapurskich gazetach - tygodnikach, dziennikach, informatorach kulturalnych i t.p. wydawanych zarówno w języku angielskim, jak i chińskim. Warto dodać, że nie były to tylko lakoniczne wzmianki w rubryce ogłoszeń drobnych, lecz obszerne omówienia opatrzone zdjęciami, tłuste i wyraźnie widoczne.
Graliśmy w przepięknej, reprezentacyjnej sali - Victoria Concert Hall. Pod względem akustycznym trudno wyobrazić sobie doskonalsze wnętrze. Dla gitarzystów jest to po prostu sala marzeń. Mimo dużych rozmiarów (kilkaset miejsc) pozwala instrumentaliście swobodnie operować całą paletą gitarowych środków wyrazu - wszelkie zmiany barwy dźwięku, artykulacji, czy dynamiki przynoszą efekt zgodny z intencją muzyka i są czytelne dla słuchaczy siedzących nawet w najdalszych rzędach. Pierwszego wieczoru wystąpił Krzysztof solo, nazajutrz zagraliśmy koncert w duecie. Publiczność singapurska nie jest tak żywiołowa, jak indonezyjska - nie wymachuje rękami, nie krzyczy i nie gwiżdże... Przyjęto nas bardziej po europejsku, jednak serdecznie i ciepło - były bisy, autografy, kwieciste gratulacje, wspólne zdjęcia, słowem: s u k c e s.
Do najosobliwszych singapurskich ciekawostek należą niewątpliwie kulinaria. Tomas zadbał o to, nie bez złośliwości zresztą, aby urozmaicić nasze menu wieloma egzotycznymi specjałami chińskiej kuchni. Najsilniejsze przeżycia towarzyszyły spożywaniu potraw przypominających pierogi - zawartość skądinąd przyjaźnie wyglądającej powłoki z ciasta pozostawała tajemnicą aż do chwili, gdy było już za późno na odmowę. Zresztą odmówić i tak by nie wypadało. Tomas bawił się świetnie...
Ostatni koncert w ramach azjatyckiego tournee wykonaliśmy w stolicy Malezji - Kuala Lumpur. Z Singapuru najwygodniej dojechać tam luksusowym autobusem - podróż jest dłuższa od lotniczej, ale bardziej komfortowa, ponadto daje możliwość podziwiania malajskich krajobrazów. Nasz koncert zorganizowany w Hotelu Nikko przez pana Zygmunta Langera z polskiej ambasady miał charakter towarzysko - promocyjny. Publiczność rekrutowała się głównie spośród przedstawicieli placówek dyplomatycznych różnych państw oraz bardzo nielicznej w Kuala Lumpur polonii.
Stolica Malezji słynie z najwyższego wieżowca świata - budynku Petronas Twin Towers. Dwie ostro zakończone szklane wieże rzeczywiście górują nad miastem, w którym i bez nich nie brakuje budowli sięgających chyba stratosfery. W parterowej części Petronas Twin Towers mieści się słynna filharmonia - opuszczaliśmy Kuala Lumpur z twardym postanowieniem, że następny koncert w tym fascynującym mieście zagramy właśnie tam.
autor: Jarema Klich
Nasze koncerty "pod palmami" nie doszłyby do skutku bez pomocy wielu życzliwych osób z polskich placówek dyplomatycznych oraz z MSZ-u.
Wyrazy szczególnego uznania i wdzięczności pragniemy złożyć na ręce Pani Ambasador Joanny Wroneckiej i pani Urszuli Osas (Ambasada RP w Kairze), państwa Marii i Tomasza Łukaszuków (Dżakarta), pana Włodzimierza Pacześnego (Singapur), pana Zygmunta Langera (Kuala Lumpur) oraz pana Przemysława Niesiołowskiego (centrum dowodzenia w Warszawie).
Krzysztof Pełech i Jarema Klich